Aloes był wykorzystywany przez ludzi już od dawnych czasów. W starożytności używali go do balsamowania zwłok, w Afryce od 3000 r. p.n.e znany był jako środek leczniczy, przeczyszczający, a afrykańscy Pigmeje używali go w czasie polować, by pozbyć się zapachu potu.

Do Europy aloes został sprowadzony przez doktora Alberta Wielkiego w XII wieku. W dzisiejszych czasach jest to roślina, którą hodujemy w domu w doniczkach, uznając jako zwykły kwiatek. Gdy zapytacie się osób starszych np. babci dowiecie się, że aloes jest „dobry na wszystko”…osobiście nie wiem czy na wszystko, lecz z pewnością miąższ aloesu zawiera dziewięć na dziesięć niezbędnych człowiekowi aminokwasów egzogennych, witaminy oraz szereg biopierwiastków (m.in. potas, wapń, magnez, sód, fosfor, żelazo, cynk), ale przejdźmy do zastosowania  :) :
Ze względu na swoje wirusobójcze, bakteriobójcze działanie polecany jest do cery trądzikowej. Można przygotować z niego tonik (zmiksować liście aloesu, wymieszać z gliceryną i kroplami cytryny, zostawić na kilka godzin i nałożyć na twarz uzyskany płyn), ale ja stosowałam go punktowo na pojawiające się zmiany skórne (rozcinałam liść i przykładałam sok do skóry). Wyżej wspomniany tonik polecany jest głównie do skóry tłustej, a punktowo aloes nakładamy jak wspomniałam na różne zmiany skórne.

Do stosowania od wewnątrz polecam alonę-miazga z liści aloesu, która leczy wrzody żołądka i dwunastnicy, stosuje się ją w stanach zapalnych, reguluje poziom cukru we krwi. wpływa na obniżenie cholesterolu.

O alonę można pytać w aptekach ( można powiedzieć, że chodzi o płyn z aloesu), a do skóry polecam wyżej wspomniane liście :)